aktualności | galeria | artykuły | rekordy | treningi | zawody | sprzęt  
login:  hasło:    
freedivers | forum | księga gości | kontakt | linki | załóż konto  
menu strony
  
 aktualności
 galeria
 artykuły
 rekordy
 treningi
 zawody
 sprzęt
 linki
  
 freedivers
 kalendarz
 forum
 księga gości
 kontakt
  
rejestracja
 
załóż konto >>
przypomnij hasło >>

stowarzyszenie



freedivingpoland.org

VII Mistrzostwa Polski

VI Mistrzostwa Polski

treningi
 sklepik
Tomasz "Nitas" Nitka
PROCEDURY BEZPIECZEŃSTWA W NURKOWANIU BEZDECHOWYM

Niniejszy tekst adresowany jest do osób podejmujących pierwsze próby nurkowania z zatrzymanym oddechem. Osoby takie często nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, jakie towarzysza tego rodzaju aktywności, ani nie wiedza jak postępować, by tym zagrożeniom zapobiegać. Mam nadzieję, że lektura tego artykułu ustrzeże przynajmniej niektórych z nich przed konsekwencjami wypadku, które we freedivingu bardzo łatwo mogą okazać się tragiczne.

Na początek trochę fizjologii

Nurkowanie na bezdechu łączy się z kilkoma niebezpieczeństwami. Najpowszechniejszym z nich i jednocześnie takim, z którym trzeba liczyć się w każdym, nawet płytkim i krótkotrwałym nurkowaniu jest ryzyko utraty przytomności [ang. blackout]. Przyczyną jest zawsze zbyt długie wstrzymanie oddechu - tak długie, że poziom tlenu pozostającego we krwi tętniczej staje się niewystarczający do podtrzymania pracy centralnego układu nerwowego, co prowadzi do omdlenia. Fizjologia zjawisk zachodzących w organizmie nurka jest taka, że największe prawdopodobieństwo wystąpienia utraty przytomności ma miejsce przy wynurzaniu - na ostatnich 5-10 metrach pod powierzchnią - nazywanych blackout zone [ang. strefa omdlenia]. Wtedy ekspandujące pod wpływem spadającego ciśnienia zewnętrznego płuca zaczynają "zasysać" tlen z krwioobiegu. To dodatkowo (poza procesami metabolicznymi) obniża ciśnienie parcjalne tlenu we krwi. Co gorsza spadające ciśnienie w płucach prowadzi do podobnych procesów "zasysania" z krwioobiegu dwutlenku węgla. Tymczasem to właśnie wysoki poziom CO2 we krwi (a nie niski poziom O2) jest podstawowym stymulatorem wywołującym odruch oddechowy. Jego obniżenie powoduje, że nurek nie odczuwa potrzeby zaczerpnięcia powietrza i nieświadomy nadchodzącego niebezpieczeństwa, niespodziewanie traci przytomność. Omdlenie na płytkiej wodzie przyjęło się nazywać z angielska Shallow Water Blackout (SWB). W naszej gwarze nurkowej funkcjonuje czasami polski odpowiednik "mroczki płytkiej wody". Nie należy jednak traktować dosłownie tej pieszczotliwie brzmiącej nazwy. Nie chodzi tu, bowiem o jakieś mroczki, ale o pełną utratę przytomności, która w wodzie, przy braku asekuracji, na ogół kończy się łatwym do przewidzenia sposobem - biletem w jedną stronę na cmentarz (pod warunkiem odnalezienia ciała).
   Również nurkowaniu w basenie, a więc tam, gdzie zmiany ciśnienia zewnętrznego są minimalne lub (jak w statyce) żadne, towarzyszy ryzyko omdlenia [więcej na ten temat można przeczytać w numerze archiwalnym VII/VIII 2002 Podwodnego Świata]. Symptomy zapowiadające blackout są często po prostu nie dość silne, by zmusić wytrenowanego nurka do wynurzenia. Ryzyko to jest może mniejsze w przypadku zupełnie początkujących bezdechowców, ze względu na to, że nie mają oni jeszcze odpowiedniej tolerancji na wysoki poziom CO2. Jednak po rozpoczęciu treningów tolerancja ta rośnie, a wraz z nią ryzyko, że nurek będzie w stanie przetrzymać "moment przełamania" i doprowadzić do omdlenia.

Co więc robić?

Z przedstawionych powyżej faktów wynika podstawowa zasada obowiązująca we wszystkich nurkowaniach bezdechowych - nurkuj zawsze z partnerem. Jest to reguła, od której nie ma wyjątków. Skoro nie jesteś w stanie wykluczyć, ani nawet przewidzieć nadejścia blackoutu, to jedyna nadzieja ratunku leży w Twoim buddy. Po utracie przytomności tylko on będzie w stanie wyciągnąć Cię na powierzchnię i przywrócić do świata żywych. Rzecz w tym, że aby mogło mu się to udać, musicie obaj przestrzegać kilku elementarnych reguł gry. Sama obecność partnera jeszcze niczego nie załatwia. Partner, który w chwili, gdy tracisz przytomność, lekkomyślnie ugania się za rybą 20 metrów od Ciebie, w niczym Ci nie pomoże. Z kolei nawet odpowiedzialny buddy będzie całkowicie bezradny, jeśli nurkując w mętnej wodzie, nie będzie miał pojęcia, gdzie właściwie się znajdujesz i gdzie powinien Cię szukać.
   Stąd konieczność przestrzegania wypracowanych przez nurków bezdechowych i trenerów freedivingu na całym świecie procedur bezpieczeństwa. Konsekwentne postępowanie zgodne z nimi spowoduje, że wprawdzie nie unikniesz blackoutu, ale w przypadku jego wystąpienia będziesz w stanie zapobiec tragedii.

Wody otwarte - nurkowania głębokie i/lub nurkowania w wodach o słabej widoczności

Podstawowy problem, z jakim spotykamy się w warunkach słabej widoczności to lokalizacja nurkującego. Problem ten pojawia się również w przypadku wody przejrzystej, jeśli nurek schodzi na duże głębokości przekraczające granicę widoczności. Tu najwłaściwszym postępowaniem jest, zapewniające orientację, co do położenia freedivera, nurkowanie wzdłuż liny opustowej.
   Polega ona na tym, że partner asekurujący, w z góry ustalonym czasie (na ogół 20-40 sekund) po rozpoczęciu zanurzenia przez pierwszego nurka opuszcza się na dno blackout zone, a więc na głębokość 5-10 metrów (lub więcej, w przypadku nurkowań bardzo głębokich) i oczekuje tam trzymając się liny opustowej. Kiedy nurek pojawi się obok niego rozpoczyna on wynurzenie twarzą w twarz z partnerem. Bardzo ważne jest utrzymywanie stałego kontaktu wzrokowego i zachowywanie odległości nie większej niż na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu, jeśli blackout rzeczywiście będzie miał miejsce, nurek asekurujący niezwłocznie wyciągnie nieprzytomnego partnera na powierzchnię. Takie postępowanie zapewnia, że w strefie największego ryzyka blackoutu, pomoc następuje właściwie natychmiast. Aby nie mieć wątpliwości, kiedy interweniować należy znać zwyczaje swojego partnera. Wiedzieć, czy na ostatnich metrach ma on zwyczaj, np. opuścić ręce i zwolnić. Znajomość jego mowy ciała ułatwia postawienie właściwej diagnozy i podjęcie działania wtedy, kiedy jest ono naprawdę potrzebne.
   W przypadku, gdy wszystko przebiegnie pomyślnie, należy pamiętać o jeszcze jednym. Ujrzenie "okejki" pokazanej przez nurka, który właśnie się wynurzył nie zwalnia jeszcze jego partnera z obowiązku dalszego kontrolowania sytuacji. Znane są przypadki, i to nawet częstsze niż blackout pod wodą, kiedy nurek w chwilę po dotarciu do zbawczej powierzchni tracił przytomność i rozpoczynał podróż powrotną w głębiny. Co zabawne, zdarzało się, że taki delikwent, mimo iż zanurzał się bez przytomności, to w dalszym ciągu z determinacją pokazywał "okejkę".
   Innym objawem, też często wystepującym już po wynurzeniu jest tzw. samba. Jest to brak kontroli motorycznej, ale bez utraty przytomności. Nurek dostaje drgawek (przypominających czasem taniec, stąd nazwa), ma trudności z oddychaniem i wymaga pomocy w utrzymaniu się na powierzchni. Dlatego obowiązek uważnego obserwowania partnera (z niewielkiej odległości) spoczywa na asekurującym przez co najmniej 30 sekund po wynurzeniu.
   W warunkach złej widoczności należy dodatkowo podkreślić wagę timingu. Przez większą część nurkowania buddy nie widzi nurka. O jego położeniu wzdłuż liny opustowej może wnosić jedynie na podstawie upływu czasu. Z tego powodu, oprócz komputerów, każdy z partnerów powinien posiadać zegarek ze stoperem uruchamianym w momencie rozpoczęcia nurkowania przez drugiego z nich. Łączny czas całego nurkowania powinien być określany z góry. Jego przekroczenie stanowi dla asekurującego sygnał alarmowy. Z tego powodu niedopuszczalne jest, aby nurek samowolnie przedłużał swój pobyt pod wodą, bo akurat "dobrze mu się nurkowało". Z osobami, którym tego rodzaju incydenty zdarzają się nagminnie najlepiej w ogóle nie nurkować. Tym bardziej, że często są to ci sami nurkowie, którzy koncentrując się na przekraczaniu własnych limitów, nie tylko narażają siebie i partnera na niebezpieczeństwo, ale też przygotowując się do własnego nurkowania potrafią "zapomnieć" o zapewnieniu właściwej asekuracji temu ostatniemu.
   Ponieważ z warunkami słabej widoczności spotykamy się na co dzień w naszych jeziorach, więc cały powyższy akapit odnosi się do prawie wszystkich nurkowań wykonywanych w Polsce. Można też dodać, że w mętnej i ciemnej wodzie dobrze jest zamocować do paska maski małą latarkę. Nurkowi ułatwi ona orientację w przypadku zgubienia liny opustowej, a jego partnerowi umożliwi zlokalizowanie go z większej odległości. Nie bez znaczenia jest też korzystny wpływ, jaki dostarczany przez nią w ciemnościach krąg światła wywiera na psychikę freedivera.

Smycz

Ostatnio coraz częściej obowiązkowym wyposażeniem freedivera staje się tzw. smycz (ang. lanyard lub leash). Jest to krótki odcinek linki o długości ok. 1m-1,5m., który stale łączy nurka z liną opustową. Jeden koniec smyczy zawiązany jest na nadgarstku freedivera (ewentualnie do uprzęży założonej na klatkę piersiową). Na drugim końcu znajduje się karabinek alpinistyczny zapięty na opustówce. W trakcie nurkowania karabinek swobodnie przesuwa się po linie. Dzięki temu rozwiązaniu nurkowi nie grozi zgubienie liny kierunkowej, co szczególnie w naszych ciemnych i mętnych jeziorach niektórym się już przytrafiło.
   Korzyści z używania smyczy są dwojakie. Po pierwsze nurek na pewno nie zgubi opustówki, dzięki czemu nie straci orientacji w wodzie. Wynurzał się będzie zawsze wzdłuż liny a więc tą drogą, na której będzie na niego oczekiwał asekurujący partner. Ponadto w razie problemów będzie w stanie podciągnąć się rękami po linie bo zawsze będzie ona w jego zasięgu. Po drugie asekurującemu partnerowi nie grozi, że on z kolei zgubi nurka. Chodzi o to, co może zdarzyć się w przypadku głębokiego (tj. mającego miejsce na dużej głębokości) balckoutu. Wprawdzie jego prawdopodobieństwo, szczególnie przy nurkowaniach poniżej 60-70 metrów, wydaje się znikome, ale całkowicie wykluczyć go nie można. Jeśli by do niego doszło to przy braku smyczy (i asekuracji sprzętowej) nie ma właściwie żadnych szans na uratowanie nurka. Po blackoucie w strefie ujemnej pływalności opadnie on na dno. Nawet jeśli leży ono na głębokości osiągalnej dla asekurującego partnera, to i tak odnalezienie ofiary, a następnie jej wyciągnięcie na powierzchnię na bezdechu są praktycznie niemożliwe. Inaczej sprawy mają się w przypadku zastosowania smyczy. Tu, jeśli nurek nie wypłynie w ustalonym czasie (jaszcze raz kłania się kwestia timingu!) jego partner wypływa na powierzchnię, wchodzi na łódkę, z której opada opustówka i wyciąga ofiarę razem z całą liną i balastem znajdującym się na jej końcu. Doświadczenia pokazały, że możliwe do osiągnięcia tempo wyciągania wynosi ok. 0,8-1,0 m/s co oznacza, że z 40 metrów jesteśmy w stanie wyciągnąć delikwenta w czasie poniżej 1 minuty. Warto zaznaczyć, że jest to dużo szybciej niż byliby w stanie wyciągać go sprzętowcy nawet przy założeniu maksymalnej prędkości wynurzania dopuszczalnej dla nurkowania ze sprężonymi mieszankami.

Kilka drobiazgów, o których należy pamiętać:
   - Lina opustowa powinna być dość gruba (minimum 10mm), tak aby nie wpijała się w ręce przy wyciąganiu Obowiązuje to również w przypadku posługiwania się systemem przeciwwagowym (patrz poniżej), bo gruba lina zawsze może przydać się samemu nurkowi do podciągania się na niej w przypadku problemów.
   - Przy tylko jednym nurku asekurującym obciążenie znajdujące się na jej końcu powinno być niewielkie do powiedzmy 5-6 kg. Oznacza to, że trudno byłoby na takiej linie zanurkować w kategorii Free Immersion. Jeśli chcemy wykonać takie właśnie nurkowanie, należy linę obciążyć bardziej (ok. 12-15 kg), ale wówczas należy mieć dwie osoby do ewentualnego wyciągania zwiększonego balastu i ofiary.
   - Węzeł, przy pomocy którego na końcu liny przywiązany jest balast, powinien być w jakiś sposób odseparowany od reszty liny, tj. od odcinka wzdłuż którego nurkujemy i po którym przesuwa się karabinek smyczy. Można to zrobić np. przy pomocy plastikowego talerzyka o średnicy ok. 15 cm. z otworkiem w środku, przez który przeciśniemy linę. Chodzi o to, że przy braku talerzyka karabinek nurka docierającego do końca liny, może zaklinować się na węźle i utrudnić, a nawet uniemożliwić powrót na powierzchnię.
   - Nie należy korzystać z nieznanych lin zastanych w jeziorze np. przywiązanych do bojek. Po pierwsze nie wiemy jakie obciążenie znajduje się na ich końcu i czy bylibyśmy w stanie je wyciągnąć. Po drugie na linie mogą znajdować się węzły, na których karabinek mógłby się zaklinować.

   Uwaga: Postępowanie opisane powyżej jest skuteczne wyłącznie wówczas gdy dysponujemy łodzią, na pokładzie której jesteśmy w stanie solidnie się zaprzeć tak by skutecznie wyciągać linę. Jeśli nurkowania przeprowadzamy z wody, tj. lina jest podczepiona do bojki (i nie mamy w pobliżu żadnej łodzi) wówczas konieczne jest zastosowanie innego systemu np. przeciwwagowego (ang. counter weight system). W największym skrócie polega on na tym, że mamy dwie bojki oddalone od siebie na sztywno (np. przy pomocy aluminiowej rozpórki) na odległość ok. 1,5 m. Pod każdą z bojek umieszczony jest bloczek. Lina przechodzi przez oba bloczki. Spod pierwszego opada ona w dół i wzdłuż tego odcina nurkujemy. Tuż pod drugim bloczkiem znajduje się drugi koniec liny, do którego przywiązany jest duży ciężar (ok. 15-20 kg.). Ciężar podczepiony jest do bojki przy pomocy dającego się łatwo zwolnić połączenia. Jeśli zajdzie potrzeba uruchomienia systemu i wyciągnięcia nurka z głębin, wówczas wystarczy tylko zwolnić ciężar, który opadnie na dno wyciągając na powierzchnię drugi koniec liny wraz z ofiarą.

Powyższy akapit nie ukazał się w oryginalnym tekście wydrukowanym w Podwodnym Świecie.

Wody otwarte - nurkowania rekreacyjne w wodach o dobrej widoczności

Nurkując rekreacyjnie na niewielkie głębokości, w wodzie o przejrzystości pozwalającej na utrzymywanie stałego kontaktu wzrokowego pomiędzy partnerami możemy pozwolić sobie na rezygnację z opustówki i odejście od rygorystycznej procedury drop and assist.
   Sugerowane postępowanie w takich warunkach opisuje tzw. one up, one down protocol (jeden na górze, jeden na dole). Nurek asekurujący pozostaje tu cały czas na powierzchni, prowadzi spokojną wentylację przygotowując się do zejścia i uważnie obserwuje drugiego freedivera. Przemieszcza się po powierzchni tak, aby stale znajdować się bezpośrednio nad nim. W przypadku zauważenia objawów blackoutu bierze głęboki wdech i nurkuje w celu podjęcia interwencji. Wyciągając partnera powinien pamiętać o odpięciu pasów balastowych najpierw jego, następnie własnego.
   Zaletą procedury one up, one down jest przede wszystkim skrócenie przerw pomiędzy poszczególnymi nurkowaniami, i w związku z tym wydłużenie czasu, kiedy pozostajemy down there (tam na dole). Nurek asekurujący nie traci sił na pozostawanie w bezdechu i oczekiwanie na partnera w blackout zone. Dzięki temu, po jego powrocie może szybciej rozpocząć własne zanurzenie. Należy jednak pamiętać, że i tu obowiązuje zasada 30 sekund, bo ryzyko blackoutu lub samby na powierzchni jest, jak nietrudno się domyślić, niezależne od przejrzystości wody. Tak naprawdę, właściwe jest odczekanie jeszcze przynajmniej minuty, zanim były nurek asekurujący rozpocznie swoje nurkowanie. Ten dodatkowy czas, pozwoli pierwszemu nurkowi na to, by doszedł do siebie i sam był gotów do interwencji. Natomiast, całkowicie nie do przyjęcia jest zdarzające się czasami, rozpoczęcie nurkowania natychmiast po wynurzeniu partnera, który nawet, jeśli szczęśliwie nie straci przytomności, ani nie dostanie samby, to po złapaniu oddechu i dojściu do siebie zaczyna się nerwowo rozglądać dookoła i zastanawiać - gdzie do diabła jest mój buddy?

Nurkowania w basenie

   Wbrew pozorom uprawianie bezdechów na basenie jest równie, a może nawet, ze względu na pojawiające się u nurka, złudne poczucie bezpieczeństwa, bardziej niebezpieczne niż w wodach otwartych. Przestrzeganie reguł gry jest więc tu równie istotne, co w morzu lub jeziorze.

Dynamika

Dynamika polega na płynięciu na odległość, na niewielkiej głebokości (z reguły 1-2 metry). Obowiązkiem asekurującego jest pozostawanie cały czas bezpośrednio nad nurkującym i uważne go obserwowanie.
   W dynamice częstsze niż omdlenie pod wodą są przypadki, kiedy nurek traci przytomność lub dostaje samby już na powierzchni - zaraz po wynurzeniu. Dlatego interwencje partnera na ogół sprowadzają się do pomocy w utrzymaniu się nurka na powierzchni i dojściu do siebie. Mimo to nie można wykluczyć blackoutu pod wodą. Dlatego buddy powinien stale kontrolować zachowanie partnera i w razie zauważenia objawów omdlenia natychmiast wyciągnąć go na powierzchnię.
   Symptomy zwiastujące narastające problemy, to np. zwiększenie prędkości na ostatnich długościach basenu, zmiana rytmu lub kierunku ruchu.
   Warto pamiętać o tym, że nurek całkowicie zanurzony w wodzie dysponuje większą siłą napędową (a więc i prędkością) niż asekurujący go buddy płynący po powierzchni. Z tego powodu dla tego ostatniego, utrzymanie stałej odległości od partnera może stanowić problem. Dlatego do asekuracji należy przystępować skoncentrowanym i wypoczętym, a nie zmęczonym np. bezpośrednio po zakończeniu wyczerpującego dystansu.
   Tu ostrzeżenie. Zdarza się, że buddy "odpuszcza" początkową część nurkowania, gdzie ryzyko omdlenia wydaje się niewielkie i przystępuje do asekuracji np. dopiero po pierwszym, drugim lub nawet dopiero trzecim nawrocie. Nie zachęcam do takiego postępowania, ale jeśli już ktoś na nie się zdecyduje, to musi bardzo uważnie obserwować nurka z końca (lub lepiej środka) basenu i kontrolować czas (!!!). W przypadku gdyby nurek nie pojawił się w oczekiwanym momencie (z reguły przepłynięcie 25 metrów zajmuje około 20-30 sekund) musi natychmiast interweniować.
   O ile na 25-metrowym basenie taka procedura wydaje się (na pierwszych długościach) dopuszczalna, to zdecydowanie odradzam ją w przypadku basenu o wymiarach olimpijskich. Tu nie tylko dopłynięcie do ofiary zajmuje za dużo czasu, ale również łatwo jest utracić z nią kontakt wzrokowy. Jeśli ponadto tracący przytomność nurek zdryfuje kilka torów w bok, to wówczas jego odnalezienie może zająć nawet kilka minut. Może się okazać, że będzie to o kilka minut za długo.

Statyka

Statykę (pozostawanie w bezdechu na czas) wykonujemy najczęściej leżąc twarzą w dół na powierzchni, z nosem i ustami zanurzonymi w wodzie. Niektórzy nurkowie wolą zanurzenie się na dno basenu, po obciążeniu kilkoma kilogramami ołowiu. Przyjmowana w tym ostatnim przypadku pozycja zależy wyłącznie od indywidualnych preferencji zawodnika.
   Niezależnie od przyjętego wariantu, procedura bezpieczeństwa za każdym razem jest taka sama. Przed podjęciem próby nurek deklaruje czas (target time), jaki zamierza pozostawać w bezdechu. Po jej rozpoczęciu jego buddy cały czas obserwuje go, a na l minutę przed upłynięciem zapowiadanego czasu daje mu pierwszy sygnał. Może to być np. delikatne dotknięcie przedramienia lub barku nurka. Ten musi od razu dać wyraźną odpowiedź np. w postaci znanego wszystkim znaku OK. Powyższa sekwencja jest następnie systematycznie powtarzana aż do zakończenia nurkowania. Do chwili upłynięcia deklarowanego czasu sygnały wymieniane są w interwałach 30 sekundowych, potem, o ile nurek czuje się dobrze i kontynuuje wstrzymanie oddechu, co 15 sekund. Brak natychmiastowej i wyraźnej (!) odpowiedzi ze strony nurka jest dla asekurującego znakiem do niezwłocznego powtórzenia "pytania". W przypadku ponownego braku jednoznacznej reakcji podejmuje on interwencję tj. wyciąga delikwenta z wody.
   Bardzo istotną kwestią jest ustalenie i przećwiczenie wcześniej zestawu znaków, jakimi będą posługiwać się partnerzy. Nieporozumienia w tej sprawie mogą prowadzić do niepotrzebnego przerwania nurkowania w jednym przypadku lub niezauważenia blackoutu ze wszystkimi tego konsekwencjami w drugim.
   Warto pamiętać, że, o ile w początkowej fazie statyki nurkowie z reguły pozostają w całkowitym bezruchu, to w miarę upływu czasu pojawiają się skrórcze przepony, będące normalną reakcją organizmu na zwiększone stężenie dwutlenku węgla we krwi. W dalszej części nurek, może przejawiać nieuzasadnioną aktywność. Zdarza się też, że w ostatniej fazie powoli wypuszcza z płuc powietrze. To wszystko nie musi oznaczać utraty przytomności, a jedynie końcowe stadium walki z trudnościami. Natomiast nagłe, intensywne wypuszczenie powietrza połączone z gwałtownymi skurczami może być symptomem blackoutu. Dlatego, szczególnie w końcowej fazie buddy powinien uważnie kontrolować ilość i intensywność skurczy oraz inne niekonwencjonalne zachowania partnera. Buddy ma też prawo zadać pytanie nie tylko w podanych wyżej interwałach, ale i w każdym innym momencie, jeśli tylko uzna to za konieczne.
   Na koniec ustępu poświęconego treningowi basenowemu warto rozważyć przypadek mieszany, kiedy nurek wykonuje statykę w trakcie dynamiki, np. może się to odbywać w cyklu: 25 metrów pod wodą, 30-40 sekund statyki przy drabinkach, ponowne 25 metrów i dopiero na koniec wynurzenie. W takiej sekwencji, w trakcie statyki buddy obowiązkowo musi znajdować się tuż przy nurkującym i co 15 sekund wymieniać się z nim sygnałami opisanymi powyżej.

Jak postępować z ofiarą blackoutu?

Opisane tu procedury oczywiście nie są w stanie zapobiec blackoutowi, a musimy zdawać sobie sprawę, że we freedivingu blackout nie jest niczym niezwykłym. Wręcz odwrotnie, jest on zjawiskiem powszechnym i całkowicie normalnym. Konsekwentne przestrzeganie procedur umożliwi jednak przeprowadzenie szybkiej akcji ratunkowej, wydobycie ofiary na powierzchnię oraz zapobieżenie jej powrotowi w głębiny. Kiedy jednak już będziemy mieli nieprzytomnego partnera na powierzchni, musimy wiedzieć, co dalej?
   Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, to zapewnić ofierze dodatnią pływalność. Nieprzytomny nurek jest bezwładny i ma tendencję do tonięcia.
   Dlatego natychmiast (o ile nie zrobiliśmy tego jeszcze pod wodą) odpinamy jego pas balastowy. Dalej należy jak najszybciej doprowadzić do przywrócenia akcji oddechowej. Jeśli stan wody na to pozwala, rozpoczynamy od zdjęcia delikwentowi maski, aby umożliwić oddychanie nie tylko przez usta, ale i przez nos. W przypadku silnego falowania pozostawienie maski na swoim miejscu może jednak okazać się właściwsze. Kiedy maska jest już zdjęta, a drogi oddechowe otwarte rozpoczynamy delikatne dmuchanie na twarz. Na twarzy znajduje się bardzo dużo receptorów, których aktywacja poprzez przepływ powietrza sprzyja powrocie do przytomności. Często po wykonaniu powyższych czynności nurek spontanicznie odzyskuje przytomność. Może jednak być i tak, że na drodze do przywrócenia oddychania stanie laryngospazm. Jest to odruch obronny organizmu, objawiający się skurczami strun głosowych, co zabezpiecza płuca przed ingerencją wody. U ofiar utonięć z reguły występuje po wtargnięciu wody do gardła i uderzeniu w tylną jego część. W przypadku freediverów może pojawić się automatycznie wraz z utratą przytomności. Na ogół ustępuje samoistnie po kilku minutach. Jeśli na powierzchni buddy zauważy, że jego partner wykonuje ruchy oddechowe brzuchem lub klatką piersiową, ale nie słychać przepływu powietrza może to oznaczać, że jest on powstrzymany właśnie przez laryngospazm. W takim przypadku po 10-15 sekundach należy, jeszcze będąc w wodzie, wykonać dwa inicjujące cykle sztucznego oddychania, co pozwoli przełamać skurcz strun głosowych. Jeśli samoistne oddychanie nie powróci, należy kontynuować sztuczne oddychanie z częstotliwością jeden oddech co 5 sekund.
   Uwaga: Niedopuszczalne jest praktykowane czasami w celu "obudzenia" ofiary wymierzanie silnych klapsów w policzki! Organizm nieprzytomnego nurka znajduje się w stanie stresu. Mocne uderzenia w twarz mogą ten stres pogłębić, utrudniając odzyskanie przytomności. Można wykonać kilka delikatnych uderzeń, ale jeśli nie przynoszą one rezultatu, musimy uciec się do innych metod, a nie zwiększać ich siłę. Również krzyk jest elementem niepotrzebnie potęgującym stres. Zamiast krzyczeć, kiedy ofiara blackoutu zacznie odzyskiwać przytomność należy do niej cały czas spokojnie mówić. Bodźce dźwiękowe są jednymi z tych, które jako pierwsze docierają do jej umysłu. Wypowiadane łagodnym tonem słowa takie jak "Oddychaj", "Spokojnie, wszystko jest w porządku" kojąco wpływają na stan umysłu. Zamiast tego krzyki, podobnie jak silne policzki, nie tylko opóźniają odzyskanie przytomności, ale również mogą powodować agresję ze strony nurka już po jej przywróceniu. Szczególnie w przypadku SWB ofiary omdlenia po dojściu do siebie z reguły nie zdają sobie sprawy z tego, co właściwie się wydarzyło.
   Ostatnią rzeczą, jaką pamiętają jest to, że były już blisko powierzchni. Obecnosć kolegów, okazujących im swoje niezrozumiale wielkie zainteresowanie, jest dla nich wyraźnie irytująca. Krzyki i klapsy irytację tę dodatkowo potęgują i prowadzą do zachowań agresywnych.
   Tak naprawdę, o ile przestrzegane są procedury bezpieczeństwa i nurek jest szybko wyciągany na powierzchnię, konieczność prowadzenia sztucznego oddychania pojawia się bardzo rzadko. Z reguły już po kilku sekundach ofiara sama odzyskuje przytomność. Kiedy to nastąpi nurek, asekurowany przez partnera, powinien dopłynąć do brzegu i zakończyć wszelkie nurkowania tego dnia. Gorzej, jeśli z powodu złej (lub braku) asekuracji nurek pozostawał nieprzytomny i nie oddychał przez dłuższy czas. Mamy wtedy do czynienia z