aktualności | galeria | artykuły | rekordy | treningi | zawody | sprzęt  
login:  hasło:    
freedivers | forum | księga gości | kontakt | linki | załóż konto  
menu strony
  
 aktualności
 galeria
 artykuły
 rekordy
 treningi
 zawody
 sprzęt
 linki
  
 freedivers
 kalendarz
 forum
 księga gości
 kontakt
  
rejestracja
 
załóż konto >>
przypomnij hasło >>

stowarzyszenie



freedivingpoland.org

VII Mistrzostwa Polski

VI Mistrzostwa Polski

artykuły - wywiady
 sklepik
Wywiad z MAŁGOSIĄ "Matką" MATKOWSKĄ - rekordzistą Polski, czwartą zawodniczką Mistrzostw Świata Renens 2005

10.09.2005 III Zlot Freediverów w Kosewie - Marcin Pulkowski dla Magazynu Nurkowanie



Matka   Matka

Marcin Pulkowski - Jak się czujesz jako kobieta w tym sporcie? Większość freediverów w Polsce to mężczyźni. Nie przeszkadza ci to? Bardziej czujesz wsparcie z ich strony czy chęć rywalizacji?

Małgosia Matkowska - Tutaj nie ma żadnej rywalizacji. Freediving to sport, w którym każdy powinien polegać wyłącznie na sobie. Kiedy studiowałam w Szczecinie, w mojej grupie było tylko kilka dziewczyn, a ponad trzydziestu chłopaków. Byłyśmy skazane na nich i dobrze wtedy zrozumiałam, jak oni funkcjonują, o czym można z nimi porozmawiać oraz czego można od nich oczekiwać. Zawsze otaczali mnie opieką, byli otwarci i nigdy nie odmówili pomocy. Przy okazji serdecznie pozdrawiam ratowników-absolwentów Akademii Morskiej:). Zatem przebywanie w męskim gronie freediverów zupełnie mi nie przeszkadza. Możemy dzielić się wspólnymi doświadczeniami, przeżyciami, nowinkami...

MP - Jak zaczęła się twoja przygoda z nurkowaniem i co najbardziej spodobało ci się właśnie we freedivingu?

MM - Porównując ten sport do innych dyscyplin, podoba mi się to, że tu nie ma takiej zaciętości, wyścigu z czasem. Jak byłam jeszcze dzieckiem, nie wiedziałam, że jest w ogóle coś takiego jak nurkowanie na bezdechu. Kiedy jeździłam z rodzicami i rodzeństwem gdzieś nad morze, to brałam płetewki i wskakiwałam do wody.

MP - Czyli dość wcześnie zaczęłaś coś robić w tym temacie.

MM - Lubiłam to środowisko. W szkole podstawowej, wspólnie ze znajomymi, zapisaliśmy się do klubu płetwonurkowego "Tazar" Chodzież. Byli tam moi rówieśnicy, a więc wzajemnie się motywowaliśmy do wspólnej pracy na treningach. Trener tego klubu, p. Jan Śwital, włożył wiele starań w przygotowanie fizyczne i techniczne swoich podopiecznych, za co mu serdecznie dziękuję. Jestem głęboko przekonana, że to, co zostało wypracowane za młodu, ma swoje odzwierciedlenie na dzisiejsze moje wyniki. Kiedy pływałam w klubie, było organizowanych mnóstwo wyjazdów w Polsce i za granicę. To z pewnością wiele uczyło młodego człowieka - mam na myśli samodzielność oraz radzenie sobie w życiu. W trakcie studiów w Akademii Morskiej w Szczecinie nadszedł czas na nurkowanie sprzętowe. Program tych studiów obejmował szkolenia nurkowania. Mój trener/instruktor lubił też czasem ponurkować na bezdechu.

MP - Czyli trener był takim pierwszym freediverem, z którym miałaś kontakt.

MM - Tak, wtedy właśnie na studiach po raz pierwszy spotkałam się z tym pojęciem i dowiedziałam się nieco więcej na ten temat od niego. Wprawdzie odbywały się zajęcia z nurkowania na wstrzymanym oddechu, ale miały one raczej na celu przygotować studentów do podjęcia szkolenia na podstawowy stopień w nurkowaniu sprzętowym.

MP - Jak się nazywa twój trener? Muszę mu koniecznie podziękować za to co zrobił.

MM - Jakub Chuta. Jest to człowiek, który całe swoje życie poświęcił nurkowaniu i pływaniu. To właśnie on przekonał mnie do wzięcia udziału w Pierwszym Pucharze Polski we Freedivingu w Stalowej Woli. Jestem mu bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobił. Udzielał mi wielu wskazówek i porad. Trener zajmuje się nurkowaniem zawodowo, prowadzi kursy nurkowe, obozy sportowe, także narciarskie. Jest pracownikiem Akademii Morskiej w Szczecinie. Oprócz nurkowania doskonale zna się na pływaniu. Jeśli potrzebuję jakiejś porady, to kontaktuje się tylko z nim. Zawsze wesprze mnie na duchu, powie, w jakim kierunku powinnam się rozwijać, na co położyć większy nacisk. Kiedy byłam w Szwajcarii zadzwonił do mnie po moim występie, by zapytać, jak mi poszło. Zaskoczył mnie tym telefonem, to była miła niespodzianka:).

MP - No właśnie byłaś na mistrzostwach świata w Szwajcarii, widziałaś tych najlepszych. Czy to dużo różni się od tego co jest w Polsce? Możesz to porównać? Jakie są twoje osobiste spostrzeżenia z tych zawodów?

MM - Niesamowite było to, że mogłam zobaczyć te wszystkie gwiazdy światowego freedivingu. Nastrój był podobny jak na zawodach w Polsce, choć te w naszym kraju miały charakter bardziej kameralny. Dotychczasowi mistrzowie świata, którzy wzięli udział w Szwajcarii, nie obnosili się swoimi osiągnięciami. Można było z nimi swobodnie porozmawiać jak z każdym innym zawodnikiem. Różnica polegała jedynie na tym, że ci najlepsi byli otoczeni fizjoterapeutami, masażystami, trenerami, którzy dbali o nich. Zawody tej rangi były doskonale zorganizowane, ale my wcale nie odstępujemy pod tym względem.

MP - Kto zrobił na tobie osobiście największe wrażenie?

MM - Lotta Eriksson. To była osoba, która przez całe trzy dni była zawsze uśmiechnięta, sprawiała wrażenie raczej radosnego asekuranta, a nie zawodnika:). To samo mogłabym powiedzieć o Suzy Kensington. Tom Sietas bardzo się ucieszył, gdy ujrzał polską brygadę:). Gwiazdy te złożyły swój autograf na polskiej fladze - mamy więc wspaniałą pamiątkę. Tuż przed startem każdy zawodnik koncentrował się na sobie, aby jak najlepiej się zaprezentować podczas swojego występu, natomiast pod wieczór, po całodniowych zmaganiach, atmosfera była luźna i nie było w zasadzie takiego uczucia, że się jest na zawodach.

Matka   Matka

MP - Nauczyłaś się tam czegoś nowego, wyniosłaś jakieś doświadczenie dla siebie?

MM - Zaobserwowałam, że każdy z zawodników ma swoją własną technikę przygotowania, swój własny styl. Kiedy wróciłam do Polski zastanawiałam się nad tym, czy nie zmienić u siebie czegoś w przygotowaniach, ale doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, byłoby to chyba trochę na siłę zmuszanie się do przyjęcia metod innych zawodników. Można oczywiście je wypróbować, ale to jest taki sport, w którym każdy musi wyszukać swój własny system przygotowania do startu.

MP - A jaki jest twój system?

MM - Na przykład w dynamice zanim wejdę do wody, potrzebuję troszkę czasu na koncentrację. Potem muszę zapoznać się z basenem, dać kilka razy nurka i to mi wystarczy. Odpocznę parę minut i jestem gotowa do startu.

MP - Czyli nie forsujesz się zbytnio? Nie robisz np. statyki?

MM - Nie, nie... Na zawodach były osoby, które w ogóle nie zanurzały się i od razu startowały, ale byli też tacy, którzy na godzinę przed startem musieli odbyć dłuższy trening i dopiero wtedy podejmowali się tego wyzwania. Ja nie lubię robić statyki, zdecydowanie wolę dynamikę.

MP - A jakie jest twoje przygotowanie do statyki? Jesteś przecież aktualną rekordzistką Polski także w tej konkurencji (5min.44sek).

MM - Całe moje przygotowanie pozostaje nie zmienione od roku. Wykonuję dwie, czasami trzy statyki przed generalną próbą.

MP - Twoja koronna konkurencja to dynamika. Pewnie nie tylko ja zadaję sobie to pytanie: Dlaczego na mistrzostwach świata popłynęłaś 149, a nie 150 metrów??? Czego zabrakło?

MM - Powiem Ci szczerze, że nie mam pojęcia. Popłynęłam 150 metrów, dotknęłam ściany, wynurzyłam się elegancko i kiedy dowiedziałam się o wyniku, to moja pierwsza myśl była taka, że może źle zrobiłam jakiś nawrót, ale przecież uważnie je robiłam, więc nie wiem. Zaskoczyła mnie decyzja sędziów. Musiałbym zobaczyć zapis video. Kiedy płynie się końcówkę dystansu, już ostatni basen, trudno o myślenie o jakichkolwiek procedurach. Byłam szczęśliwa z tego, że na zawodach takiej rangi i po wcześniejszym wysiłku w eliminacjach udało mi się pokonać taką odległość. Uważam, że jest to wielki sukces zajmując IV miejsce w Mistrzostwach Świata tymbardziej, że trenuję zaledwie jeden rok.

MP - Męczące były te zawody.... Najpierw eliminacje, dopiero potem finał.

MM - Tak, po kwalifikacjach wiedziałam, że będzie mi bardzo ciężko w finale, bo mój organizm nie jest w stanie zregenerować się w ciągu 4-5 godzin. W eliminacjach przepłynęłam 131 m i wiedziałam, że mam jeszcze spory zapas, ale nie było sensu przesilać się przed finałem. Czekała mnie jeszcze walka z bólem, samym sobą i nie spodziewałam się, że przepłynę 150 m właśnie w finale. Kiedy zrobiłam nawrót po przepłynięciu 100 m, to nachodziły mnie myśli, żeby w każdej chwili się wynurzyć, bo ból był niesamowity, ale wiedziałam, że wiele osób na mnie liczy, że jestem tam po to, żeby walczyć i nie wiadomo czy taka chwila mnie spotka jeszcze w życiu. Postawiłam więc wszystko na jedną kartę i…dopłynęłam do ściany. Wiedziałam, że pokonałam siebie w tym momencie, to było dla mnie najważniejsze. Udało się!

MP - Myślisz, że masz szansę dogonić kiedyś zawodniczki, które wyprzedziły cię na tych mistrzostwach?

MM - Są zawodniczki, które cały czas robią widoczne postępy. Są też takie, które utrzymują się na swoim dobrym poziomie, zbliżyły się do swojej dotychczasowej granicy wytrzymałości. Natalia Molchanowa zrobiła ogromny postęp w ciągu ostatniego roku, poprawiając swój wynik o około 30 m w dynamice. Do tego pobiła cztery nowe rekordy świata, z czego wnioskuję, że włożyła olbrzymią pracę w swoje przygotowania.

MP - Myślisz, że to już wszystko co mogła osiągnąć, czy pójdzie jeszcze dalej ze swoimi wynikami?

MM - Nie znam jej na tyle, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Natalia jest starsza od mnie, ma ponad czterdzieści lat, więc dzieli nas spora różnica wieku. Co do tego czy ma w sobie potencjał, żeby "pójść dalej", nie mam wątpliwości. Skoro już tyle lat trenuje, to nie sądzę, żeby nagle miała to wszystko rzucić i zająć się czymś innym. Ja bynajmniej staram się powolutku w dynamice pokonywać bariery. Moim założeniem na razie jest przepłynąć 150 m i zrobić jeszcze ten upragniony nawrót.

MP - Czy interesuje cię także nurkowanie w głąb, czy raczej tylko basen?

MM - Moje problemy z zatokami zbytnio nie pozwalają mi na to, żeby głęboko nurkować na bezdechu. Po kilku zejściach pod wodę nie ma szans na wyrównanie ciśnienia w zatokach przynosowych. Samo nurkowanie w głąb bardzo mi się podoba, zupełnie różni się od tego w basenie. Chciałabym się tym zająć, ale niestety nie pokonam swojego organizmu, a nie chcę robić czegoś na siłę igrając ze zdrowiem i życiem. Jeśli wszystko byłoby w porządku, to na pewno robiłabym to z wielką pasją.

MP - Brakuje ci kogoś z kim mogłabyś wspólnie trenować na co dzień?

MM - Tak. Chciałabym, żeby ktoś był obok podczas moich treningów. Kiedy wchodzę do wody i mam asekurację, to mogę sobie wtedy pozwolić na więcej. Trenuję praktycznie sama. Kiedy ćwiczę dynamikę, to po przepłynięciu bezpiecznej odległości wiem, ile jeszcze mniej więcej mogłabym przepłynąć. W statyce trochę ryzykuję, bo robiąc 5 minut nie wiem, kiedy złapie mnie np. "samba" albo nie daj Boże coś gorszego. Czasami przypilnuje mnie kolega, ale nie zawsze jest na basenie, kiedy trenuję.

MP - Jakie są twoje plany na przyszłość?

MM - Został mi jeszcze rok studiów w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie, moim zamiarem jest napisać dobrą pracę magisterską i obronić się, później podjąć się studiów doktoranckich. We freedivingu chciałabym stale przesuwać swoją granicę, podnosić powolutku poprzeczkę, być może do 200m:).

MP - Dziękuję ci wobec tego i życzę powodzenia w realizacji twoich marzeń.

MM - Ja również dziękuję za rozmowę. Chciałabym bardzo podziękować rodzicom, znajomym oraz firmie "Oceania" za wsparcie zarówno duchowe, jak i finansowe. Pozdrawiam wszystkich polskich freediverów!!!:)

Matka   Matka


<< powrót


łowcy podwodni
  prowadzenie: pulek   design: joix   oprogramowanie: Studio Programistyczne codeX