aktualności | galeria | artykuły | rekordy | treningi | zawody | sprzęt  
login:  hasło:    
freedivers | forum | księga gości | kontakt | linki | załóż konto  
menu strony
  
 aktualności
 galeria
 artykuły
 rekordy
 treningi
 zawody
 sprzęt
 linki
  
 freedivers
 kalendarz
 forum
 księga gości
 kontakt
  
rejestracja
 
załóż konto >>
przypomnij hasło >>

stowarzyszenie



freedivingpoland.org

VII Mistrzostwa Polski

VI Mistrzostwa Polski

artykuły - wywiady
 sklepik
Wywiad z PATRICKIEM MUSIMU, rekordzistą świata w nurkowaniu na bezdechu
08.2005 - dla Magazynu Nurkowanie


Magazyn Nurkowanie - Na wstępie kilka słów o sobie...

Patrick Musimu - Mam 34 lata, jestem Belgiem, ale płynie we mnie mieszana krew, bo mój ojciec pochodzi z Zairu. Urodziłem się w Kinszasie, mieszkałem tam około 20 lat, a więc dość długo, potem wyjechałem do Belgii i studiowałem fizykoterapię. Tam nauczyłem się, jak funkcjonuje ciało. Od 12 roku życia zawsze byłem zaangażowany w sport, zacząłem trenować sztuki walki, zdobyłem czarny pas, uczyłem się kick-boxingu, brałem udział w wielu zawodach karate i kick-boxingu, zanim odkryłem freediving.

MN - Jak zaczęła się Twoja przygoda z freedivingiem?

PM - Kiedy po raz pierwszy w moje ręce trafił artykuł o freedivingu, pomyślałem, że ten sport podobny jest do sztuk walki - duch przekraczania własnych granic, pchający twoją fizjologię dalej. To właśnie zaciekawiło mnie tak bardzo. Miałem wtedy 29 lat.

MN - Skąd wziął się pomysł bicia rekordu?

PM - Chyba na całym świecie wielkie wrażenie wywołał film "Big Blue", w którym freediverzy przedstawieni zostali jako wyjątkowi ludzie z godnymi podziwu umiejętnościami. Kiedy zetknąłem się z freedivingiem, powiedziałem: "OK! Pozwólcie mi podejść do tego, jak do zwykłego sportu, spróbować zrozumieć, jak mogą pracować mięśnie bez tlenu, jak wytrzymuje to mózg i jaki ma to na niego wpływ. Przecież to jest normalny sport, tyle że wstrzymujesz oddech i wszystko dzieje się pod wodą".
Od samego początku towarzyszyła mi Izabelle. Zaczęło się od problemu ze znalezieniem jakiegoś klubu freedivingowego tam, gdzie mieszkam. Ale w końcu się udało. Po dwóch miesiącach treningu byłem już pewien, że droga, którą podąża światowy freediving, nie jest tą najwłaściwszą. Nikt na przykład nie brał pod uwagę, jak w tych warunkach funkcjonują mięśnie. Zdecydowaliśmy z Izabelle, że będziemy nurkować sami. Nauczyłem ją, jak być nurkiem zabezpieczającym na powierzchni, tak żeby mogła mi pomagać w treningach. Krok po kroku schodziłem głębiej. Po czterech miesiącach treningów, podczas wyprawy do Hiszpanii, wzięliśmy małą łódź i popłynęliśmy szukać większej głębokości. Znaleźliśmy 55 metrów. Powiedziałem: "OK, jestem gotowy!". Zszedłem wtedy na głębokość 53 metrów, podczas gdy ówczesny rekord świata wynosił 60 metrów ze stałym balastem w płetwach.
Zorientowałem się, że jestem przygotowany na światowym poziomie. Dlaczego więc tego nie kontynuować? I tak trenowałem w każdy weekend. Zdarzało się, że trenowaliśmy tego samego dnia w dwóch różnych kategoriach freedivingu: swobodne zanurzenie (free immersion) - schodzenie bez płetw i podciąganie się na linie, i ze stałym balastem (constant weight) - gdzie schodzi się i wynurza za pomocą płetw. Tak więc robiłem jedną kategorię, odpoczywałem 10 minut na powierzchni i przystępowałem do drugiej. Podczas tych treningów biłem ówczesne rekordy świata ustanawiane na jeziorach; rekord w swobodnym zanurzeniu wynosił wtedy 52 metry, a w stałym balaście 60 metrów. A ja zszedłem na 65 metrów ze stałym balastem, chwilę odpocząłem i zszedłem na tę samą głębokość w swobodnym zanurzeniu. Nie mogłem zejść głębiej, gdyż w tym miejscu maksymalna głębokość wynosiła 66 metrów.
I tak właśnie zacząłem myśleć o rekordach, nie dlatego, żeby być rekordzistą, tylko żeby móc schodzić głębiej.

MN - Czy masz jakiś specjalny podział treningów? Jakąś kolejność co pierwsze?

PM - Nigdy nie ćwiczę w basenie. Wszystko oparte jest na zasadach, w jakich funkcjonują mięśnie bez tlenu, jak również podczas oddychania. Specjalny trening do tego rekordu zacząłem trzy miesiące przed próbą. Polegał przede wszystkim na zwiększaniu ćwiczeń na siłowni i przygotowywaniu mózgu do pracy przy zmniejszonej ilości tlenu i zwiększonego ciśnienia. Efekt narkozy tlenowej może być wyćwiczony i można się odpowiednio przygotować, aby sobie z nim poradzić i pozostając w stanie czujności kontrolować swoje ruchy.

MN - A co powiesz o treningu mentalnym?

PM - Nigdy nie brałem lekcji jogi czy czegoś takiego. Podczas studiów uczyliśmy się różnych metod relaksacji, jedną z nich jest coś w stylu samohipnozy, gdzie skupiam się na swoim ciele, staram się znaleźć napięcie w mięśniach i pozbyć się go, to jedna z najważniejszych rzeczy. Oczywiście mentalna część jest bardzo ważna, ponieważ do tego sportu trzeba być zrelaksowanym. Od samego początku walczę jednak z przekonaniem, że jesteśmy ludźmi, którzy muszą ćwiczyć jogę. To element, który chętnie pokazują media, czy nawet sami freediverzy, ponieważ ładnie wygląda to na zdjęciu.

MN - Czy Twój sposób relaksacji jest związany z muzyką, której słuchasz przed zanurzeniem?

PM - Muzyka, której słucham, jest zależna od mojego stanu. Potrafię się przestawić z muzyki relaksującej na muzykę hiphopową, więc jest to naprawdę zależne od nastawienia, warunków itd. Jeśli czuję się zbyt spięty, staram się relaksować słuchając czegoś spokojnego, ale jeśli czuję, że jestem zbyt ospały, muszę się podładować, ponieważ idzie się na duże wyzwanie i trzeba się poczuć jak wojownik. Wówczas przełączam się na hip-hop. Sama muzyka zresztą to nie wszystko. Czasami ludzie dziwią się, kiedy ćwiczę kick-boxing na łodzi, a to też jest sposób przygotowania się do zanurzenia.

MN - Czego słuchałeś przed tym rekordowym zanurzeniem?

PM - Były dwie rzeczy: jedna to relaksacyjna muzyka francuskiego zespołu, a druga, która mnie podładowywała, to była Christina Aquilera i "Dirty", i to jest muzyka, która mnie motywuje.

MN - Powiedz, jakie są Twoje specjalne predyspozycje do schodzenia tak głęboko?

PM - Moim zdaniem, dla kategorii no limit nie ma różnicy między mężczyzną a kobietą, nie musisz być dobrze zbudowany, możesz być chudy, nie trzeba mieć specjalnych kształtów sylwetki. Niektórzy ludzie myślą: OK, on jest taki, więc ja też muszę być taki, żeby być freediverem. Przede wszystkim trzeba być silnym umysłowo, a w moim przypadku siła umysłowa pochodzi z mojego ciała. Byłem bokserem, więc jak nie pójdę na siłownię i nie poczuję swoich mięśni, to nie czuję się gotowy. Wszystko zależy nie od ilości treningów, ale od ich jakości.

MN - Czy mógłbyś opisać krok po kroku, co czułeś i co robiłeś podczas rekordowego zanurzenia?

PM - Około pięciu minut przed startem Izabelle jest obok w wodzie i uspokaja mnie. W tym momencie najważniejsze jest uspokojenie się i zrelaksowanie serca, należy zwolnić jego bicie poprzez techniki oddechowe; chodzi o zwolnienie, a nie hiperwentylację, i to jest najważniejsza rzecz. Od tego momentu staram się skupić tylko na sobie. 5-6 minut wcześniej słyszę, jak zanurzają się nurkowie techniczni i czuję, jak bije moje serce, ponieważ od tego momentu nic już nie może zatrzymać nurkowania. 2-3 minuty przed startem Alla podpływa do mnie, pyta, czy wszystko jest OK. Potem przez 2-3 minuty dookoła mnie panuje kompletna cisza, nie widzę ludzi, czasami widzę Izabelle, ale nie nawiązujemy kontaktu wzrokowego, ponieważ wiem, że się stresuje, a ona wie, że zobaczę to w jej oczach.
Wyłączam kompletnie wszystko. Od tej chwili łączę się z wodą, wielu ludzi mówi, że poruszam wtedy wargami, i pytają, czy się modlę, czy coś w tym stylu. To nie jest modlitwa, nie modlę się, po prostu mówię do samego siebie, ale - choć to może głupio brzmi - mówię też do morza, żeby mnie zaakceptowało i pozwoliło zejść na dół i wrócić do góry. Myślę o tym, co zostawiam, i to są moje ostatnie słowa do świata, zanim się zanurzę.
30 sekund przed zanurzeniem Izabelle przestaje odliczać. Mam 3-4 oddechy, przez ostatnie 2 oddechy staram się nie myśleć o niczym. Za każdym razem, kiedy bierzesz ostatni oddech, myślisz: jeszcze jeden, jeszcze jeden... dlatego trzeba mieć punkt, w którym mówi się stop, teraz jesteś gotowy, twoje ciało jest gotowe i pełne tlenu. Wtedy zamykam oczy, kładę palce na nosie i lewą ręką zwalniam hamulec. Czuję, jak wzrasta ciśnienie i jak rośnie prędkość zjazdu, słyszę odgłosy liny, po której się opuszczam. Koncentruję się na sobie, mam zamknięte oczy, czuję ciśnienie i cały czas je wyrównuję do czasu, kiedy osiągam odpowiednią głębokość, teraz wiem, że jest to głębokość około 50-55 metrów, czuję ciśnienie wody i wiem, że jest odpowiednie, aby zacząć technikę wyrównywania ciśnienia wodą, mogę więc uwolnić rękę z zaciskania nosa i pozwalam, aby woda wpływała do moich zatok. Poprzez wiele mikromięśni wewnątrz mogę kierować wodę w różnych kierunkach, na odpowiedniej głębokości woda reaguje z uchem wewnętrznym i przyjmuje odpowiednie ciśnienie. Na 70 metrach dotyka mnie Alla i uderza w ramię. Czekam wtedy na kolejnego nurka technicznego, który jest na 105 metrach. Daje on mi sygnał dźwiękowy i od tego momentu wiem, że to jest granica, odtąd jestem sam. To jest to, na co czekam, on daje mi długi sygnał dźwiękowy, podczas każdego nurkowania myślę wtedy: "OK, słyszę cię, pozwól mi iść dalej i dalej". Gdy go mijam, słyszę oddalający się dźwięk i wtedy w końcu wiem, że dalej nie ma już nikogo i po prostu opadam. Prędkość jest niesamowita, czuję ciśnienie na płucach, nie czuję bólu, mam oczy zamknięte, więc jestem naprawdę wewnątrz siebie, czuję ciśnienie i prędkość i myślę sam do siebie: "robisz to, naprawdę robisz to". Czuję, jak schodzę głębiej, coraz więcej wody wpływa przez nos i odczuwa się jej chłód, wrażenie jakby przebywało się w niebie. Dalej opadam i na głębokości około 160 metrów osiągam nowy wymiar: z powodu prędkości i głębokości nie czuję swojego ciała. Na początku, gdy tego doświadczałem, myślałem, że tracę nad nim kontrolę... I ciągle myślę: "opadasz, opadasz", bez przerwy mówię sam do siebie, aby być pewnym, że jestem w pełni świadomy, by wciąż utrzymywać mózg w gotowości, żebym nie zasnął albo nie stracił przytomności. To uczucie opuszczenia ciała jest niesamowite, ponieważ wciąż mogę ruszać wszystkimi mięśniami, ponieważ później muszę otworzyć zbiornik, ale po prostu nie czuję niczego, tak jakby moje ciało nie należało do mnie. I myślę, że jest to najbardziej niesamowite uczucie, jakiego doświadczam - być w stanie kontrolować swoje ciało, mimo iż się go nie czuje. Wiem, że od tego momentu wkraczam w strefę, z której nie mogę się wycofać i nic nie może mnie zatrzymać. Ponieważ nie czuję bólu, nie czuję strachu, wiem, co mam zrobić, i czasami myślę, że mógłbym tak zasnąć, dlatego mówię sam do siebie.
Uderzenie widny na końcu liny budzi mnie i przestaję marzyć, a moja ręka natychmiast wędruje na zawór. Na samym dole otwieram na chwilę oczy, żeby podziwiać piękno otaczającego mnie świata. Jest to jedyny moment podczas całego nurkowania, kiedy mam otwarte oczy. Zwalniam zabezpieczenie, znów zamykam oczy i kładę ręce z powrotem na windzie. Czekam chwilę, aż worek napełni się powietrzem i zacznie wyciągać mnie na powierzchnię. To wszystko zabiera mi około 4 sekund, ale dla mnie to długie godziny, kiedy czekam, aż worek będzie gotowy, aby rozpocząć wynurzanie. To jest jak winda wyciągająca mnie z marzeń z prędkością około 3 metrów na sekundę, więc muszę kontrolować mięśnie, aby cały czas trzymać windę, i znowu mówię sam do siebie, ale już nie "robisz to", tylko "zrobiłeś to, to niesamowite, zrobiłeś to". Cały czas utrzymuję swój mózg w gotowości, upewniam się, że wciąż jestem przytomny. Zaraz przed osiągnięciem powierzchni czuję różnicę ciśnienia i temperatury wody i przez chwilę po wynurzeniu nie mogę sobie tego uświadomić, nie mogę mówić, czuję tylko "ufff, zrobiłem to, to niesamowite, wróciłem".

MN - Czy miałeś jakieś problemy z otwarciem zaworu? Czy trenowałeś to wcześniej?

PM - Nie. To nie jest automatyczne działanie. Po prostu myślę: "OK, teraz muszę zrobić to, a teraz to".

MN - Co czułeś po osiągnięciu powierzchni?

PM - Miałem mieszane uczucia. Kiedy schodziłem na mniejsze głębokości, czułem po prostu, że jest to udany trening. Po wynurzeniu nie myślę o rekordzie, ponieważ jest to mało ważne, dla mnie ważniejsze są odczucia, jakie miałem na tej głębokości. Ludzie mówią, że mi się udało, i odpowiadam im, że tak, że nie ma problemu. Ale wciąż nie zdaję sobie sprawy, że była to wyprawa na ponad 200 metrów.

MN - Czy możesz powiedzieć coś więcej o technice wyrównywania ciśnienia?

PM - W 2001 roku, kiedy schodziłem głęboko, trenowałem z klipsem na nosie i w pewnych momentach, kiedy nie mogłem wyrównać ciśnienia, zdejmowałem klips pod wodą i czułem jak woda wchodzi wewnątrz, a kiedy wychodziłem na powierzchnię, czułem, jak wypływa na zewnątrz. Zacząłem wtedy myśleć, że można by to wykorzystać. Później usłyszałem, że Pipin wykorzystuje metodę zalewania zatok i to zaczęło nabierać dla mnie sensu. Spotkałem go w Republice Dominikany, obiecał mi, że mnie tego nauczy. W Miami nurkowaliśmy razem przy linie, on schodził bez maski. Po wynurzeniu zapytał, czy widziałem? Zdezorientowany zapytałem: "Co miałem widzieć?". Nie widziałem nic, widziałem, jak schodzisz. Odpowiedział, że to właśnie to, nie musisz robić nic. Wiedział coś, czego nie chciał mi powiedzieć. Zacząłem się zastanawiać, jak jest to możliwe, podszedłem do sprawy od strony fizykoterapeutycznej. Dla mnie sposobem na osiągnięcie takiej głębokości było całkowite zalanie wszystkiego. Po tym zacząłem krok po kroku zapisywać na kartce 9 pytań, które musiałem zweryfikować i na które szukałem odpowiedzi. Ale wróciłem do Belgii i nie miałem dostępu do wody. Zajęło mi dwa lata, aby trenować, oszczędzić trochę pieniędzy, pojechać do Egiptu, wrócić do Belgii i przestudiować: to nie działa, to nie to, tutaj trzeba zrobić coś inaczej. Dopisywałem różne rzeczy i w ten sposób znalazłem rozwiązanie. Krok po kroku znalazłem sposób na tę technikę.

MN - Po tym wynurzeniu zaczęło się dziać z Tobą coś niepokojącego. Co wtedy czułeś?

PM - Wynurzyłem się, rozmawiałem z ludźmi, wyszedłem na łódź, oglądaliśmy komputer, wszystko było doskonale. Po jakichś 20 minutach zacząłem czuć coś w sobie, coś nie było ze mną w porządku, nie wiedziałem, co to, ale narastało we mnie uczucie, że coś jest nie tak. Z każdą chwilą czułem się coraz bardziej zmęczony. Powiedziałem Izabelle, że muszę pooddychać tlenem - to standardowa procedura po nurkowaniu. Oddychałem tlenem i nie zrobiło się lepiej, wręcz czułem się bardziej zmęczony. Pomyślałem: "nie, to nie jest normalne, musicie zabrać mnie do szpitala". I tak zespół ratowniczy, który był z nami przez cały czas, zabrał mnie do komory do szpitala wojskowego. Było tam dwóch lekarzy, którzy nie wiedzieli, co się ze mną dzieje. Symptomy były bardzo dziwne. Jeden z lekarzy nie chciał, abym poszedł do komory, ponieważ po treningu miałem badanie na wykrycie "bąbelków" i ich nie było. Nie zaobserwowano symptomów, które zmuszałyby mnie do przebywania w komorze, nie stwierdzono objawów choroby dekompresyjnej. Ale ponieważ nie wiedzieli dokładnie, co mi jest, a z czasem wcale się nie poprawiało, postanowili rozpocząć procedurę. Powiedzieli, że dla mojego bezpieczeństwa i spokoju zamkną mnie w komorze, ale niestety będzie to trwało 5-6 godzin. Odpowiedziałem: "róbcie co chcecie, nie obchodzi mnie to, zróbcie wszystko, abym poczuł się lepiej". Te wspomnienia przypominają mi teraz, że gdy w Hiszpanii zrobiłem kiedyś te swoje pierwsze 53 metry, po nurkowaniu po prostu siedziałem i nie mogłem się ruszyć; nie wiem, czy to było to samo, ale wydaje się, że tak. Po prostu mój organizm był tak zmęczony, że nie mogłem nic zrobić. Dałem z siebie wszystko, żeby zanurkować i wynurzyć się, nie tracąc przytomności.

MN - Czy spodziewałeś się takich problemów po nurkowaniu?

PM - Nie. Byłem przygotowany na wstrzymanie oddechu na taki okres, moje mięśnie i mózg były przygotowane na pracę bez tlenu. Ale mimo to wiedziałem, że jest duże ryzyko, dlatego przygotowaliśmy zespół ratunkowy, powiadomiliśmy komorę dekompresyjną na wypadek jakichkolwiek problemów. Jeśli się bije rekord o metr, można się odnieść do poprzedniego nurkowania, ale w momencie, gdy bije się rekord o 30 metrów, nie ma już punktu odniesienia, nikt nie wie, co może się zdarzyć. Nie spodziewałem się, że będę miał problemy po nurkowaniu na taką głębokość, zwłaszcza że po wynurzeniu wszystko było w porządku.

MN - Jakie masz teraz plany?

PM - Plany na teraz? Ludzie mówią, że przez te kilka lat byłem skupiony tylko na sobie, ale ja skupiałem się na zbieraniu informacji. Trenowałem w inny sposób niż 99,9% wszystkich freediverów. Mam osiągnięcia w różnych dziedzinach, chcę dowieść, że mój sposób treningu może być zaadaptowany do różnych dyscyplin. Trenuje po 2-3 godziny dwa razy w tygodniu na siłowni, więc to dość proste. Chciałbym się skupić teraz na innych ludziach, nie tylko na freediverach bijących rekordy, ponieważ ciężko byłoby zmienić ich podejście, ale na wszystkich ludziach, którzy chcą czerpać z tego przyjemność. Dostałem propozycję napisania książki o doświadczeniach i wiedzy, jaką zgromadziłem, o małym chłopcu z Kinszasy, który wszedł do świata freedivingu, nie wiedząc nawet, że istnieje coś takiego jak wstrzymywanie oddechu, zanim nie przeczytał o tym w gazecie.

MN - Czy myślisz o kolejnych rekordach?

PM - O kolejnych? Jeśli popatrzycie na moją przeszłość, zobaczycie, że nigdy nie zależało mi na biciu rekordów, na konkurencji z innymi ludźmi. To nie jest dla mnie wyzwanie. Wyzwaniem było pokazanie, że ta technika działa, że mój sposób treningu sprawdził się znakomicie i że człowiek może zejść na 200 metrów. Chcę pokazać, że freediverzy nie są szczególnymi ludźmi. Ale co do rekordów... ludzie mogą się spodziewać, że znowu się kiedyś pojawię.

[Z Patrickiem Musimu rozmawiał Wojciech Stecko]

<< powrót


łowcy podwodni
  prowadzenie: pulek   design: joix   oprogramowanie: Studio Programistyczne codeX