aktualności | galeria | artykuły | rekordy | treningi | zawody | sprzęt  
login:  hasło:    
freedivers | forum | księga gości | kontakt | linki | załóż konto  
menu strony
  
 aktualności
 galeria
 artykuły
 rekordy
 treningi
 zawody
 sprzęt
 linki
  
 freedivers
 kalendarz
 forum
 księga gości
 kontakt
  
rejestracja
 
załóż konto >>
przypomnij hasło >>

stowarzyszenie



freedivingpoland.org

VII Mistrzostwa Polski

VI Mistrzostwa Polski

artykuły - artykuły
 sklepik
Agata Depka (Freediving Poland)
30.04-06.05.2005 Tydzień dla Dziewczyn w Dahab

fot. 1
fot. 2
fot. 3

   Na zawodach w Tarnowie Małgosia Matka "sprzedała" mi informację, że Lotta Ericson, mistrzyni świata w damskiej statyce, organizuje obóz dla dziewczyn w Egipcie na począku maja.
Zapaliło mi się czerwone swiatełko. Poszperałam w internecie, napisałam e-maila do Lotty i szybciuteńko zaczęłam kombinować przystępny cenowo lot z Finlandii w miarę blisko Dahabu (fot. 1), gdzie Lotta ma swoje centrum nurkowe z mężem Peterem. Cudem znalazłam ostatni czarter z Helsinek do Sharm el Sheikh (ps. od maja do września Finowie nie latają do Egiptu, bo im za ciepło, hihi). I poleciałam.

   Przed wyjazdem przejrzałam sobie internet w poszukiwaniu nazwisk współobozowiczek z listy mailowej Lotty. Źle zrobiłam. Wyjeżdżałam, szczerze mówiąc, trochę z duszą na ramieniu - co ja zielenina będę robić wśród starych wyjadaczek i rekordzistek kraju?! Miałam się spotkać m.in. z mistrzyniami Wielkiej Brytanii i wychowankami Molchanovej.

   Pierwsze spotkanie z Lottą. Cóż, nie oczekiwałam, że przywita mnie jak starą kumpelę wielkim misiem i buziakiem. Od tej chwili wiedziałam już, że cały obóz będzie tylko przyjemnością, bez gwiazdorstwa, a ja powinnam zapomnieć o cyferkach z rankingów. Bosko! Pozostałe dziewczyny, jak się później okazało, czaiły ten sam klimat.

   Dzień pierwszy

Wreszcie doleciały wszystkie kobitki, niektóre z przygodami.

Razem Lottą jest nas 10. Na zdjęciu (2) od lewej od góry:
  • Anita Oswald AUT
  • Suzanne Pugh UK
  • Wiveca Thornberg SWE
  • Anne-Marie Wheeler UK
  • Agata Depka POL
  • Lotta Ericson SWE
  • Elena Shishova RUS
  • Jennifer Wallis RSA
  • Hannah Stacey UK
  • Larisa Malykhina RUS
   O poranku w centrum nurkowym przyszedł czas poznać dokładnie Lottę, nasze koleżanki, zaplecze naszego hotelu Nubia Village, program i naszą motywację na nadchodzący tydzień.
W skrócie co się okazało:
  • metrykalny przedział wiekowy 27-43, choć mentalnie wszystkie w okolicach 25 ;)
  • wśród dziewczyn znalazł się: psycholog, dziennikarka radiowa, nurek techniczny, pracowniczka centrum nurkowego, opiekun do psów, wykładowca uniwersytecki, business woman oraz farmaceutka z zacięciem badaczki płaszczek.
  • wszystkie maniaczki feedivingu, choć z różną motywacją: jedne lubiące podwodną przyrodę, inne poznawanie reakcji własnego ciała, jogę podwodną, a niektóre czerpiące czysto fizyczną przyjemność z przebywania pod zwiększonym ciśnieniem i takie, które kręci wynurzanie ku światłu...
   Na spotkaniu omówiłyśmy nasze maksymalne osiągnięcia i obecną dyspozycję. Dzięki temu Lotta mogła nas wstępnie podzielić na 3 ekipy - każda nurkująca na innej głębokości.

   Ale na wielki błękit miałyśmy jeszcze poczekać dzień. Na początek Lotta postanowiła narobić nam apetytu na podwodny świat i oswoić z wodą. Zarządziła w hotelu.. ubrać się w pianki... i na plażę. Teraz wszystkie zrozumiałyśmy dlaczego Lotta przeniosła się ze Szwecji do Egiptu z całą rodziną. Tutaj rafa jest pod nosem. I tak rozgrzewkę poszły rafy El Island a po południu Eel Garden. Cudne.

   To niewinne zwiedzanie i kilkadziesiąt kaczych nurków pomogło sprawdzić jak idzie wyrównywanie ciśnienia po podróży samolotem i czy każda z nas ma wystarczającą ilość ołowiu na pasie. Sfrustrowana wystrzeliwaniem z 10 m jak z procy postanawiam, że jutro dołożę 2 kilogramy - razem 6 kilo na moją 5mm piankę.

fot. 4
fot. 5
fot. 6

   Dzień drugi

Rano mam wilczy apetyt. I pietra... Zanim pójdziemy na śniadanie czeka nas godzinna sesja jogi prana jama. Matko, w życiu tego nie robiłam! Wszystkie mądre podręczniki do freedivingu przykazują porządną relaksację i dbałość o elastyczność ciała. Nigdy jednak się do tego nie paliłam.

   Jana - kilka lat temu postanowiła wyemigrować z Austrii i nauczać jogi u stóp gór Synaju. Ma ujmujący uśmiech, kojący głos i zdecydowanie zna się na freedivingu - trenuje z Lottą od dłuższego czasu. Wbrew moim oczekiwaniom, nie wyczyniamy dziwnych wygibasów, ale koncentrujemy się na relaksacji i ćwiczeniach oddychania. Całkiem to przyjemne muszę przyznać. Jana pokazuje nam m.in. jak udrożnić poranny przytkany nos i jak zwiększyć elasyczność klatki piersiowej (czyli powiększyć pojemność płuc).

   Po śniadaniu jedziemy po raz pierwszy do słynnej Blue Hole (fot. 3). Sama podróż dżipem daje już przedsmak tego co nas czeka. Pół godziny zygzakiem po kamienistej, pustynnej plaży, potem przeprawa ciasnym przesmykiem wyrąbanym w skale.. i już jesteśmy na naszej plaży.

   Restauracja Al Allah należąca do przesympatycznego Aida będzie naszą bazą wypadową przez najbliższy tydzień. Restauracyjny ogródek staje się naszą poczekalnią, pokojem relaksacyjnym, przebieralnią, jadalnią i ośrodkiem szkoleniowym. A wszystko rzut kamieniem od 90-metrowej odchłani w genialnej "dziurze" otoczonej przez rafę koralową (fot. 4).

   Piorunem montujemy zestaw nurkowy (3 boje połączone ze sobą) i wypuszczamy nasze liny w ciemniejący błękit. Podzielone na 3 zespoły zaczynamy wreszcie nurkować wgłąb ze stałym balastem. Na zmianę asekurując i wypoczywając. Cóż za przyjemność. Tutaj nie ma termokliny a widoczność sięga 20m!
   Nurkujemy nienerwowo. Schodzę parę razy na 20 m. Postanawiam zrezygnować z kilograma balastu. Przesadziłam.

   Po sesji nurkowej wychodzimy wszystkie na plażę. Hmm.. chyba wzbudzamy zainteresowanie wokół wśród sprzętowców i przybywających turystów. Zamiast zmachanych, odzianych w "zbroję" nurków, uginających się pod ciężarem butli, z wody wychodzą uśmiechnięte syrenki.

   Na wieczór Lotta prosi się nie objadać. W planie kolejna sesja jogi - tym razem w wersji ashtanga. Dobrze, że wzięłam jej radę do serca. Tym razem czekały nas "te dziwne wygibasy". Ale i tak zaczęło mi się podobać.

   Dzień trzeci

Razem z Jennifer, z która dzielę pokój, już od świtu ćwiczymy jogę zgodnie z zaleceniami Jany, bo na 7.30 Lotta zaplanowała statykę w hotelowym basenie.

   Nubia Village ma śliczny basenik ulokowany w patio, z widokiem na Morze Czerwone i Arabię Saudyjską. Brzmi ujmująco, czyż nie? Sęk w tym, że jak w Dahab zacznie wiać, to w tym baseniku nie jest za gorąco. Nasz babski obóz miał niestety pecha do wiatru...

   Statykę miamy trenować przez kilka najbliższych dni, więc Lotta dzieli nas na dwójki, którym każdego dnia poświęci czas na indywidualny trening (fot. 5). Dziś trenowałam z Jennifer. Bidulka nie dała rady zrobić 4 prób. Po trzeciej była już sina. Ach ten wiatr. Ja byłam twarda albo mam dobrą piankę. W trzeciej próbie skończyłam na 3'30''. Hmm... mam nadzieję, że Lotta to wkrótce zmieni.

   Po śniadaniu jedziemy znowu do Blue Hole. Jest z nami Jana. Jak miło jest się porozciągać przed wbiciem w piankę. Ta joga to świetny relaks. Pod koniec naszej sesji na plaży właściwie zasypiam.

   Na odprawie Lotta dzieli nas na zespoły. Dzisiaj więcej z nas ma ochotę na "podbój". Dlatego Lotta miesza bardziej z mniej doświadczonymi. Sama asekuruje głębokie próby, które musimy jej każdorazowo zgłaszać.

   Czuję, że dzisiaj jest mój dzień chociaż statyka poszła marnie. Jestem na 40 metrowej linie. Przygotowuję się powoli. Schodzę kilka razy na 15m. Nie chcę się męczyć. Czy wreszcie uda mi się przekroczyć magiczną barierę 30 metrów? Zeszły sezon zakończyłam na 29,7m, a wszystko przez pecha do 9tek...

   Już jest przy mnie Lotta, wiem że mogę spokojnie nurkować. Jak ja lubię to uczucie jakby tuż przed zaśnięciem. Ktoś by powiedział, że mam fazę. Oczywiście: fazę na nurka. Wiem, że teraz czeka mnie wielki błękit. Biorę duży wdech, trochę dopakowuję i zanurzam się.

   Dwa kopnięcia, obejmuję linę prowadzącą dłonią i zamykam oczy. Fantastyczne. Wyrównuję spokojnie ciśnienie, o dziwo lewe ucho nadąża za prawym. Fajnie. Robi się coraz ciemniej...
Czuję, żę ilość kopnięć płetwą jest większa niż zwykle a ja nadal nie czuję dyskomfortu w klatce. Mogę schodzić dalej w dół. No tak, w końcu przyszło to uczucie, ale mam świadomość, że jestem głębiej niż zwykle. Zawracam i otwieram oczy.

   O cholera, ale ciężko idzie pod górę! Kopnięcie płetwą, trochę w górę i staję. Znowu kopię ... i staję. Niefajne uczucie. Nie jestem panikarą, więc spokojnie płynę dalej nie robiąc przerw między machnięciami mono. Nie patrzę w górę tylko wprost przed siebie na linę prowadzącą.

   Zaczynam czuć uda... dziwne, nigdy wczesniej nie bolały mnie mięśnie przy wynurzaniu. O, jest i Lotta, czyli jestem na ok. 15 metrach. Jak miło. Robi się bardzo jasno. Kopię mono aż do samego wynurzenia. Zawisam na boi, oddycham, a Lotta spryciara śmieje się i zakrywa mój zegarek. Mam zgadywać na ile metrów zeszłam. Nie trafiłam (nigdy nie patrzę na zegarek pod wodą). Zeszłam na 31 metrów. Hura!

   Cieszę się bardzo, ale czas posłuchać uwag Lotty. Następnym razem mogę uniknąć paru błędów.
Nie powinnam pedałować poniżej 20m - mam opadać. Przy wynurzaniu mam sobie odpuścić pedałowanie od momentu jak zobaczę nurka asekurującego - woda sama wyniesie mnie na powierzchnię. Co do ud.... znowu rezygnuję z 1 kg balastu. Lepiej pomęczyć się przy wejściu do wody niż przy wypływaniu z głębokości.

   Wieczorem Lotta zabiera nas na beduińską kolację pod gwiazdami. Przy beduińskiej herbacie, przysmakach i rewelacyjnym koktailu owocowym możemy się zrelaksować po dniu treninigu i robić to co wszystkie kobietki lubią najbardziej - plotkować. :)

   Dzień czwarty

Dzisiaj moja i Jennifer kolej na trening statyki z Lottą. Przechodzimy szkolenie i dwie pierwsze rozgrzewki. Nasza instruktorka doradza nam fantastyczną technikę oddychania przed próbą.

   I faktycznie czuję jakbym miała miechy zamiast płuc. Niestety przed trzecią próbą trzęsę się już jak galareta. Nawet gruba pianka nie pomaga. Normalnie jak mi zimno nie mogę wytrzymać więcej jak 1,5 min. Tym razem powtórzyłam 3'30''. Dało mi to do myślenia. Metoda Lotty musi działać. Jutro ubieram 2 pianki.

   Po śniadaniu tradycyjnie Blue Hole. Lotta zaplanowała 2 tury nurkowe w naszym podwodnym Eldorado. Poranną sesję spędzam mało agresywnie koncetrując się na rozgrzewce free immersion tak żeby pozostawać pod wodą powyżej 1 minuty. To mój nowy rekord. Wszystkie poprzednie próby stałego balastu kończyły się .. oczywiście po 59 sekundach. Schodzę kilkanaście razy na 15 metrów. Bardzo nienerwowo. Mój nowy balast wynosi mnie sam z 13 m, wyskakuję jak piłeczka. Dobrze o tym wiedzieć przed kolejną próbą.

   Po pierwszych nurkach wypoczywamy w ogródku Al Allah leniwie wyciągając sie na wygodnych pufach. Popijamy beduińską herbatkę, posilamy i delektujemy się widokiem górskiego wybrzeża Arabii Saudyjskiej.

   Można by powiedzieć - lenistwo nas ogarnęło. Parę dziewczyn się jednak spręża i postanowia wykorzystać okazję popołudniowego nurkowania. Wśród nich i ja. Wypoczęłam i mam apetyt na głębię. Robię parę rozgrzewek, czekam na wolną chwilę Lotty, kiedy może mnie przyasekurować i nurkuję.

   Przy porannym rozwijaniu liny trochę się z dzieczynami zagapiłyśmy i nawet nie wiemy jak głęboko jest jej koniec. Mogę więc płynąć do oporu, żadnych niespodziewanych przystanków. Idzie świetnie i znowu mam poczucie, że zawędrowałam głębiej niż zwykle. Dzisiaj 33m! Znowu jest okazja do wypicia egipskiego piwka (ps. jedyne pijalne w butelkach to Stella, stanowczo odradzam Saharę) :)

   Na koniec dnia w Blue Hole robię sobie safari fotograficzne. Płynę z prądem z pobliskiej rafy El Bells w kierunku Blue Hole. Cała godzina, jak to określił mój przyjaciel, w zupie rybnej. Ja nazwałabym to akwarium albo scenami z filmu "Gdzie jest Nemo" (fot. 6, 7).

fot. 7

fot. 8

fot. 9

   Dzień piąty

Raniutko joga i do basenu. Wyjątkowo pracowity poranek przed śniadaniem. Wiem, że moje kiszki tego nie zniosą, więc pochłaniam jakiegoś banana, wdziewam dodatkową kamizelkę pod moją super piankę i stawiam się w basenie. Dzisiaj Jennifer nie trenuje statyki, więc moją partnerką jest Anita.

   Zgodnie z metodą Lotty przy rozgrzewce będziemy same sygnalizować pierwsze skórcze. Dopiero wtedy asekurant poda nam czas. Przy pierwszej próbie trzymamy 5 skórczów, przy drugiej 10, a potem przystępujemy do właściwej próby. Idę na pierwszy ogień.

   Niesamowite, pierwsze skórcze przepony przy 3 minutach i to jakieś takie delikatne. Wynikiem 3'30'' kończę pierwszą rozgrzewkę. Kolejne podejscie równie... przyjemne. Statyka przyjemna?! Kto by pomyśłał... Trzecią próbą postanawiam zakończyć dzisiejszy trening. Nie chcę, żeby Anita wymarzła na wietrze. Przygotowuję się ściśle do wskazówek podawanych przez moją asekurantkę i zanurzam twarz w wodzie.

   Jak zwykle przy zanurzaniu do statyki zamyknęłam oczy. Dałam się wodzie kołysać. Wyobrażałam sobie rafę i zapach melona (chyba byłam głodna). Czułam jak słońce odbija sie od dna basenu i ogrzewa mi twarz. Po czasie niesamowite uczucie błogości zaczeło powoli ustępować mojej przeponie. Czas pierwszych oznak 3'15''. Rewelacja. No to sobie jeszcze poleżę.

   Pierwsze 10 skórczy dało się fantastycznie oszukać. Kolejne były coraz cięższe. Minęły 4 min i otworzyłam oczy. Trzeba zacząć wracać do rzeczywistości. 4'15'' - myślę sobie, że nie jest źle. Metoda Lotty działa jak jest ciepło. Przestaję leżeć na wodzie, staję powoli i pewnie na dnie basenu. 4'30''- o kurczę, pobiłam się. Walczę dalej. 4'40'' - no może bym już sobie odpuściła, bo sambę zaliczę. Ale co tam, próbuję dalej. W końcu samby jeszcze w życiu nie miałam to powinnam wreszcie sprawdzić jak reaguje mój organizm.

   Już nie mogę. Wychodzę. Uff. Ciężko się łapię oddech. Wyjście czyste, nawet automatycznie robię jak na zawodach ze zdjęciem okularków i znakiem OK. Anita się śmieje i pokazuje zegarek. 4'50''. Dziewczyny na brzegu basenu klaszczą. Fajne uczucie (fot. 8 - z Lottą po zrobieniu życiówki).
Zamieniamy się rolami. Ty razem ja przygotowuję Anitę do jej próby. Statykę trenowała wczesniej 3 razy w życiu. Jej też się udaje. W ostatniej próbie robi 4'13''. Dzień zapowiada się świetnie.

   Dzisiaj przypada moje ostatnie głębokie nurkowanie z asekuracją. Staram się więc dobrze przygotować i rozgrzać. I niestety mam wrażenie, że i mnie powoli dopada przypadłość większości turystów w Egipcie - problemy z układem trawienia. Niemniej podejmuję ostatnią próbę.

   Nie, nie będę walczyć o 35 m. Nie ma sensu. I tak na tym obozie w ciągu paru dni zrobiłam postęp wart kilku miesięcy treningu. Zawracam. Na powierzchni zerkam na zegarek, ponownie 31 m. I smak śniadania w ustach.... Jestem dumna z siebie, że mój organizm wreszcie akceptuje 30 m nawet przy małej niedyspozycji żołądkowej.

   Dzień szósty

Dziś w planie dzień przygodowo-wypoczynkowy bez głębokich nurkowań. O 7.00 pakujemy się na dżipa i mkniemy do naszej dotychczasowej bazy w Blue Hole. Tam ma czekać na nas nowy środek transportu a właściwie .... 10 środków transportu.

   Będziemy dziś nurkować rekreacyjnie w nowym miejscu, na północ od Blue Hole - Ras Abu Galum. Wyjątkowo zrelaksowane dromadery z Synaju mają nas zawieźć trasą karawany na nową rafę w półtorej godziny. Mój wielbłąd, któremu nie dałam się zlekceważyć jak pierwsza lepsza turystka, uwinął się w 1h 20min, bo był wyjątkowo ambitny. Nawet dał mi się przekonać do biegu!

   Jazda była wyjątkowo komfortowa. Lotta, nauczona doświadczeniem, już z wyprzedzeniem zamówiła u właściciela siodła jak dla księżniczek. I tak się czułyśmy sunąc dostojnie po plaży na wielbłądach obwieszonych naszym sprzętem do nurkowania (fot. 9).

   Taaakiej rafy jeszcze nie widziałam! Rafa Blue Hole jest śliczna, ale jej dostępność przyciąga tłumy i męczy rybki. Ras Abu Galum jest za daleko dla mas. I dlatego podwodny świat obfituje w niczym niezakłócane życie podwodne. W rankingu moich nurkowań przyrodniczo-fotograficznych: numer 1 (fot. 10,11,12).

   Dzień siódmy

Zal wyjeżdżać po tak fantastycznym tygodniu. Nie sądziłam, że freediving w damskim wykonaniu będzie się czymś różnił. A jednak. Wreszcie nie byłam jedyną dziewczyną w grupie, a brak facetów wokół nie działał mi na ambicję. W końcu nie musiałam nikomu udowadniać, że się nadaję do freedivingu. Atmosfera na treningach, wzajemne zainteresowanie i ploteczki sprawiły, że się wreszcie zrelaksowałam. Wyzwoliłam umysł i i ciało - tak ważne dla tego sportu.

   Jeśli mogę coś doradzić na koniec - gorąco polecam taki obóż każdej przyszłej polskiej freediverce!

fotografie: Agata Depka
mapa: http://www.dahab.dk

fot. 10

fot. 11

fot. 12



<< powrót


łowcy podwodni
  prowadzenie: pulek   design: joix   oprogramowanie: Studio Programistyczne codeX